Keiran

#1
Keiran
Kei, Słonecznik, Świetlisty

Wiek
Dwa lata




Wygląd

Keiran zdecydowanie jest wilkiem, którego nie sposób z kimkolwiek pomylić. Na tle innych osobników wyróżniają go pokaźne rozmiary, imponująca, masywna sylwetka oraz umaszczenie, na które składają się łączące się harmonijnie ze sobą odcienie złota i brązu, gdzieniegdzie poprzeplatanie domieszkami szarości, śnieżnej bieli i ognistej rudości. Oblicze o ostrych, typowo samczych rysach zdobi para złocistych, przywodzących na myśli dwa bliźniacze słońca ślepi. Trójkątny pysk kryjący w sobie rząd mocnych, zdrowych zębów kończy wilgotny nos barwy węgla. Wyżej wznosi się para niewielkich uszu. Wyjątkowo gęste, zdrowo połyskujące, odrobinę dłuższe niż u przeciętnego przedstawiciela wilczego rodzaju futro optycznie jeszcze powiększa i tak już imponującą sylwetkę basiora. Porusza się szybko i energicznie, przy każdym ruchu silne mięśnie harmonijnie pracują pod połyskliwą pokrywą włosową, nie skrywającej ani jednej szpetnej blizny.
Z pewnością jest personą, którą trudno zapomnieć. Wydaje się stanowić uosobienie siły, energii i młodzieńczego zapału. Kojarzy się z pierwszymi promieniami słońca o świcie, zwiastującymi kolejny pogodny dzień.



Charakter

Mimo, iż wnioskując po wyglądzie Słonecznika mogłoby się wydawać, że jego ulubionym sposobem rozwiązywania problemów są rozwiązania siłowe, nie jest on raczej wilkiem, który wszędzie szuka zwady. Wręcz przeciwnie, już przy pierwszym spotkaniu wydaje się on radosny i przyjaźnie nastawiony wobec każdego. Można dojść do wniosku, że już na widok innego przedstawiciela swego gatunku na jego pysku automatycznie zakwita uśmiech, a ogon zaczyna się wesoło bujać. Uwielbia towarzystwo innych wilków i zdecydowanie dobrze się w nim czuje. Co prawda z czasem jego nieustanny entuzjazm potrafi być dla innych męczący, lecz on sam się tym nie przejmuje. W ogóle, Kei przejmuje się niewieloma rzeczami. Jest optymistą żyjącym w przekonaniu, że nawet jeżeli chwilowo świat wydaje się walić mu na głowę, jutro na pewno będzie lepiej.
Wielu powiedziałoby, że jest niedojrzały i zachowuje się, jak przerośnięte szczenię, co w sumie po części jest prawdą. Keiranowi bowiem zdarza się palnąć coś bezmyślnie, lub wybuchnąć śmiechem w nieodpowiednim momencie. Ponadto jest ciekawski, okropnie wręcz, przez co często pakuje się w rozmaite tarapaty. Cechuje go również swoista naiwność i często również lekkomyślność. Zdecydowanie zbyt szybko się przywiązuje i zbyt łatwo jest zdobyć jego zaufanie. Często nie jest w stanie odróżnić prawdy od kłamstwa i zdecydowanie zbyt późno orientuje się, iż padł ofiarą oszustwa.
Zdecydowanie w swym życiu kieruje się bardziej sercem niż rozumem. Zazwyczaj podejmuje nieco lekkomyślne, spontaniczne decyzje do których popychają go rozmaite emocje. Działa pod wpływem impulsu. Jest niezwykle prawdomówny, wręcz brzydzi się kłamstwem. Nigdy nie próbuje ukrywać swych uczuć, nie widzi bowiem żadnego sensu w takim postępowaniu.
Wiele można powiedzieć o Kei, ale na pewno nie to, że jest tchórzem. Wręcz przeciwnie, jest odważny, choć czasami aż do granicy brawury. Nie boi się podjąć ryzyka. W razie potrzeby gotowy jest walczyć do samego końca. Jest również lojalnym przyjacielem gotowym zrobić wszystko dla najbliższych, nawet i z poświęceniem samego siebie. Nigdy nie złamie danego wcześniej słowa, bowiem Keiran to wilk niezwykle honorowy. Do zdrajców nie ma żadnego szacunku.
Nie ma jakichś specjalnie wielkich ambicji, bardziej, niż dobrą pozycję ceni sobie swoich przyjaciół. Niewiele potrzeba mu do szczęścia. Byleby miał do kogo otworzyć pysk i co jeść, będzie zadowolony. Odnajduje się w roli obrońcy, gotowego chronić swych bliskich przez niebezpieczeństwami tego świata.



Historia

Wspomnienia Keirana zaczynają się gdzieś w momencie, gdy miał około sześciu miesięcy, wszystko, co wcześniej tonie w czarnej mgle zapomnienia. Sam Słonecznik nie wie nawet dokładnie, skąd pochodzi, gdzie przyszedł na świat, kim są jego rodzice, ani co się z nimi stało. Został przez nich porzucony, a może przytrafiło się im coś złego i został sam na świecie? Nie wiadomo. Sam nie ma o tym pojęcia. Jedyne, co pozostało w jego pamięci z tamtego okresu to jego imię.

Tak, czy owak, do czasu osiągnięcia samodzielności opiekowała się nim samotna wilczyca zwana Stokrotką, jedyny wilk, którego dobrze pamięta. Sama wadera nigdy nie zdradziła mu okoliczności, w jakich spotkała go po raz pierwszy, więc przez początkowy okres swego życia traktował ją, jak matkę. Zresztą i ona kochała go jak syna, poświęcając mu całą swą uwagę i ucząc wszystkiego, co potrzebne do przetrwania. Keiran był pojętnym szczeniakiem, szybko przyswoił przekazywaną mu wiedzę. Już niebawem był w stanie polować na nieduże zwierzęta, znał właściwości niektórych ziół, wiedział jakich stworzeń lepiej unikać i które rośliny są trująca. Można by rzec, że ten okres był nad wyraz spokojny i być może nawet sielankowy. Otoczony troskliwą opieką nigdy nie zaznał głodu. Z każdym dniem doskonalił swe umiejętności. Rósł i mężniał, powoli ze szczenięcia stając się pełnym energii podrostkiem, prawdziwym okazem zdrowia. Jednakże wraz z biegiem czasu zrodziły się w nim wątpliwości. Dlaczego on i Stokrotka, którą uważał za matkę aż tak się od siebie różnili, nie tylko fizycznie, lecz i z charakteru? Czemu tak uparcie milczała, kiedy pytał o swojego ojca? Czemu w ich pobliżu nie było żadnych innych wilków?

Prawdy, przynajmniej po części dowiedział się nieco później, kiedy miał mniej więcej półtora roku. Stokrotka mocno podupadła na zdrowiu do tego stopnia, że nie była w stanie sama polować. Keiran chciał jej pomóc, codziennie przynosząc jej świeże mięso i zdobywając dla niej lecznicze zioła, lecz mimo to choroba postępowała. Stokrotka, czując, iż niewiele życia już jej zostało, postanowiła wyjawić mu prawdę. Podniósłszy z wysiłkiem łeb spojrzała na niego z troską i miłością, omiatając spojrzeniem jego wysoką, silną sylwetkę obleczoną od stóp do głów w złoto i brązy poprzetykane szarością i czernią. Wydawał się lśnić w blasku słońca, jakby w jego ciele ktoś zamknął jego promienie. Umierająca samica westchnęła, po czym otworzyła pysk, rozpoczynając swą opowieść.

Samotna samica w jakiejś marnej, ledwie chroniącej przed zimnem jamie rodziła właśnie swe potomstwo. Wkrótce na świat przyszła piątka małych, mizernych szczeniąt. Wadera z wysiłkiem podniosła głowę, by spojrzeć na swe pociechy i wówczas odkryła, że dwójka z nich urodziła się martwa. Łzy zaszkliły się w jej ślepiach, gdy spojrzała na nieruchome ciałka, po czym westchnąwszy z żalem przystąpiła do wylizywania pozostałych pociech. Przeniosła je wgłąb nory, by tam nakarmić, pozwalając łzom płynąć cicho w dół jej kufy. W dzień, który miał być najszczęśliwszym w jej życiu wkradła się śmierć, która od teraz miała jej towarzyszyć przez wiele tygodni.
Gdy tylko odzyskała nieco siły ukryła szczenięta najlepiej, jak tylko mogła i opuściła norę, zabierając ze sobą dwa niewielkie ciałka martwych osesków. Przeniosła je z dala od swej kryjówki i zakopała, aby nie zwabiły w okolicę padlinożerców. Następnie udała się z powrotem ku norze, upolowawszy po drodze kilka myszy, by choć trochę się pożywić.
Była sama. Niegdyś miała rodzinę, lecz wyrzekła się jej, wypędzając brzemienną samicę precz, z dala od terenów watahy. Uznali ją za przeklętą. Biorąc pod uwagę poprzednie wydarzenia, może i mieli rację. Być może śmierć rzeczywiście krążyła wokół niej niczym złowrogi kruk, zabierając każdego, kto się do niej zbliżył. Nie miała nikogo, kto mógłby jej pomóc, musiała więc radzić sobie sama. Sama musiała bronić pozostałych szczeniąt. Dlatego też rzadko opuszczała norę, jedynie wtedy, gdy zmusił ją go tego głód. Wówczas ukrywała szczenięta w najgłębszych zakamarkach jamy i wyruszała na poszukiwanie gryzoni, nie chcąc tracić cennego czasu na szukanie bardziej pożywnej zwierzyny. Każdej takiej wyprawie towarzyszył niepokój o los szczeniąt, w pobliżu bowiem często napotykała ślady kun i lisów, które mogłyby zakraść się do jej nory i je porwać.
Jej obawy ziściły się pewnego dnia. Tym razem zabawiła nieco dłużej na polowaniu, bowiem szczęście jej nie dopisywało i minęło sporo czasu nim udało jej się napełnić żołądek. Z niepokojem czym prędzej skierowała swe kroki ku jamie, czując wyrzuty sumienia, że zostawiła bezbronne szczenięta na tak długo samym sobie. Gdy weszła do środka w jej nozdrza uderzył zapach krwi i smród kuny. Dwójka szczeniąt wciśnięta w kąt nory skomlała żałośnie, drżąc z przerażenia. Legła obok, przytulając do siebie niewielkie ciałka, a łzy znów bezgłośnie płynęły w dół jej oblicza. Śmierć upomniała się o kolejne z jej szczeniąt.
Tego dnia opuszczała jamę jeszcze kilkukrotnie, by przegonić zwierzęta zwabione tutaj odorem krwi. Drugiego nie ruszyła się z miejsca, pogrążona w cichej żałobie i gotowa bronić pozostałych przy życiu szczeniąt. Trzeciego poczuła głód, lecz wizja ponownego opuszczenia szczeniąt ją przerażała. Tamta kuna mogła wrócić po resztę wilczków, gdy tylko się oddali. Dopiero wówczas dobitnie odczuła, jak bardzo niebezpieczne jest ich dotychczasowe schronienie.
Ujęła ostrożnie jedno ze szczeniąt za skórę na karku i wyniosła z jamy, następnie to samo uczyniła z drugim. Wiedziała, że podróż jest niebezpieczna, lecz nie chciała tu dłużej zostać. Musieli znaleźć lepszą kryjówkę, gdzie łatwiej będzie ukryć bezbronne jeszcze wilczki przed drapieżnikami, gdy ona będzie zmuszona się oddalić. Usadowiła jedno ze szczeniąt na własnym grzbiecie, drugie chwyciła w pysk za skórę i ruszyła powoli przed siebie.
Nie była pewna, jak wiele dni minęło, nim przybyli nad rzekę. Straciła rachubę czasu. Dni mijały na niekończącej się wędrówce, z licznymi przystankami na nakarmienie szczeniąt, upolowanie kilku nędznych myszek bądź krótki, płytki sen. Nie była pewna, ile dni, może tygodni minęło odkąd opuścili norę. Jej młode rosły, lecz wciąż pozostawały mizerne i słabe. Cały czas czuła odór innych drapieżników, dla których jej potomstwo mogłoby stanowić łatwy łup, kilkukrotnie była zmuszona odpędzać co śmielsze, które zbliżyły się do jej szczeniąt. Właśnie dlatego tak się śpieszyła przekraczając rzekę.
Od czasu wypadku z kuną niesamowicie bała się zostawiać szczenięta samych choćby na chwilę. Dlatego też, zamiast przekroczyć rzekę z jednym szczenięciem po czym wrócić po drugie postanowiła przenieść oba jednocześnie. Jedno jak zwykle wylądowało na jej grzbiecie, drugie złapała za skórę na karku i weszła do wody. Nie przewidziała, że w trakcie przeprawy młode ześlizgnie się z jej grzbietu wprost do wody i zostanie porwane przez jej prąd. Chciała je ratować, lecz jednocześnie bała się narażać drugiego szczeniaka na niebezpieczeństwo. Z bólem serca popłynęła więc do drugiego brzegu wraz z ostatnim wilczkiem. Tym razem nie mogła się powstrzymać i zapłakała głośno.
Śmierć upomniała się o ostatniego z jej potomków jakiś czas później. Wędrowali dalej, wciąż zatrzymując się co jakiś czas na odpoczynek. Odór lisów i kun już nie towarzyszył im na każdym kroku, co napełniło serce samicy nadzieją. Wciąż nie udało im się znaleźć odpowiedniej kryjówki, lecz mimo to czuła się poniekąd bezpiecznie. Do czasu.
Nie była pewna, co do końca było przyczyną gwałtownego pogorszeniu stanu zdrowia szczenięcia. Słabło z każdym dniem, a jego niewielkie ciało trawiła gorączka. Samica robiła, co mogła, próbując wyleczyć go ziołami, które odnalazła w lesie, lecz na niewiele się to zdało. W końcu nie wiedziała, co dolegało jej szczenięciu, ani nie znała przyczyny choroby.
Znajdowali się nad niewielkim strumyczkiem, gdy to się stało. Pozostawiła półprzytomne szczenię w bezpiecznym miejscu, sama szukając ziół w jego pobliżu i modląc się w duchu do wszystkich bóstw jakie znała, by nie odbierały jej i tego dziecka. Niestety, jej modły nie zostały wysłuchane. Gdy zbliżyła się do szczenięcia z kępką leczniczych ziół w pysku odnalazła je leżące bez życia.
Uniosła pysk ku niebu i zawyła żałośnie, pogrążona w rozpaczy. Nie była w stanie uczynić nic więcej, jak tylko płakać. W myślach na przemian przeklinała swój los i błagała bogów o pomoc, choć do końca nie wiedziała, o co prosi. Czy pragnęła, by zwrócili życie jej dzieciom, czy może po prostu chciała umrzeć? I wówczas, w tym momencie, gdy wydawało jej się, że wszystko już stracone, została wysłuchana.
Odgłos przedzierania się przez krzaki i ciche skomlenie przebiły się nagle przez jej szlochanie, po czym tuż przed jej oczyma z krzaków wygramoliła się niezdarnie mała postać, potykając się zaraz o swoje łapy i padając na ziemię. Nie wierzyła własnym oczom. Tuż przed jej nosem znajdował się szczeniak, nieco starszy niż jej własne. Przebijające się przez korony drzew promienie słońca oświetlały jego sylwetkę. Miękka, szczenięca sierść wydawała się mieć barwę czystego złota. Ujrzawszy przed sobą obcą samicę znieruchomiał, spoglądając niepewnie w górę, na jej oblicze i kuląc się w miejscu.
-Jak się nazywasz? I gdzie twoja mama? - spytała po chwili, gdy odzyskała już mowę, lekko drżącym tonem. Nie mogła uwierzyć własnym oczom.
-Keiran - odparł mały cicho. - N-nie wiem... - dorzucił niepewnie z żałosnym wyrazem pyszczka, opuszczając niewielki uszka. Wadera otrząsnęła się już nieco z pierwszego szoku i czym prędzej zasypała szczeniaka pytaniami. Jak ma na imię jego matka, czy wie, jak wrócić do domu, czy wie, jak wygląda ktoś z jego rodziny. Na wszystkie samczyk odpowiadał, że nie wie, coraz bardziej zaniepokojony. Zbliżyła się, obwąchując szczenię. Wydawało mu się, że pachniał innym wilkiem, lecz woń była słaba, jakby przytłumiona przez zapach kwiatów. Rozejrzała się wokół, poszukując jakichkolwiek śladów, czegokolwiek, co mogłoby świadczyć o tym, że bliscy szczeniaka są jeszcze w pobliżu. Nie znalazła nic.
Jej wzrok padł na martwe ciało jej potomka. Potem przeniosła wzrok na złocistego. W tym momencie zrozumiała. Bogowie wysłuchali jej modlitwy. Ów szczeniak był darem od nich dla zrozpaczonej samicy, matki, która straciła swe dzieci. Poczuła przypływ nagłego rozczulenia. Zdecydowała. Musiała pomóc temu szczenięciu, wychować go jak własnego syna. Nie potrafiła utrzymać przy życiu swych własnych szczeniąt, więc teraz musiała uratować Keirana. Dostała jeszcze jedną szansę.


Samica skończyła swą opowieść, a na jej obliczu pojawił się łagodny uśmiech, przepełniony miłością, lecz nieco smutny. - Wybacz, że nie powiedziałam ci tego wcześniej - szepnęła, po czym jej głowa ponownie opadła na legowisko. Keiran, ze łzami w oczach pochylił łeb, po czym niewiele myśląc położył się obok, wtulając w sierść samicy. Początkowo trudno mu było uwierzyć w to, co właśnie usłyszał. Lecz, gdy pierwszy szok minął, zdał sobie sprawę z tego, że nie miał za złe Stokrotce, że ukrywała przed nim prawdę. Wciąż kochał ją jak matkę. Mimo wszystko wtedy go uratowała. Gdyby nie ona zapewne zginąłby sam w lesie. Powiedział jej to. Były to ostatnie słowa, jakie samica usłyszała w swoim życiu.

Po śmierci Stokrotki Kei został w tych okolicach jeszcze przez może miesiąc, niepewny, co dalej czynić. Bez jego opiekunki ich schronienie wydawało się puste i zimne, niemal nie do zniesienia. Dlatego też z bólem serca postanowił opuścić te ziemie, z nadzieją, że wszystko będzie dobrze. Swe pierwsze kroki skierował nad rzekę, nad którą został odnaleziony, następnie po prostu udał się przed siebie, bez wyraźnego celu. Starał się odrzucić od siebie nieprzyjemne myśli, odgonić precz przygnębienie i uczucie pustki... I po długim czasie mu się to udało.
Na ziemie Konkordii przybył zupełnie przypadkowo, nawet nie zamierzał początkowo zostać tu na dłużej, lecz obfitość zwierzyny sprawiła, że zmienił swoje plany. Dlaczego by niby nie zostać na dłużej, skoro aż roi się tutaj od roślinożerców? Może i nawet na stałe?
Oczywiście, gdzieś na dnie jego serca wciąż tli się nadzieja, iż wreszcie dowie się czegokolwiek o jego przeszłości, lecz nie jest to teraz priorytetem. Dużo ważniejsze dla niego jest to, co jest tu i teraz niż to, co minęło.



Kariera

Keiran nie jest pewien, co chce robić w życiu i niezbyt go obchodzi, żeby piąć się jak najwyżej. Posiada pewne predyspozycje do zostania wojownikiem, lecz brakuje mu pewnej ogłady. Może się to zmienić z wiekiem, czas pokaże.
Samotny wilk > Strażnik Nocy (zwykły członek Szepczących Cieni) > Wartownik



Rodzina

Słonecznik nie pamięta swej prawdziwej rodziny. Być może jej członkowie nadal podróżują gdzieś po świecie, lecz on nikogo z nich nie pamięta. Jedynym wilkiem, jaki kiedykolwiek był mu bliski była jego opiekunka Stokrotka, którą traktował, jak matkę. Stokrotka zmarła na skutek choroby. Wspomnienia związane z matką i ojcem bądź rodzeństwem, głównie jedną siostrą, ograniczają się do powracających czasami w snach, mglistych urywków, które niedługo później znów giną w mgle zapomnienia.

Matką Keirana jest Ve'nevri, ojcem Muuaji. Posiada też siostrę, Thaisis. Całkiem możliwe, że reszta rodzeństwa oraz inni członkowie rodziny nadal wędrują gdzieś po świecie.







Relacje

Pozytywne
- Akasha - nie dane mu było jeszcze poznać szczeniaka bliżej, lecz darzy go sympatią. W końcu młody próbował go pocieszyć w trudnych chwilach.
- Drake - jeden z wilków, które zna najdłużej. Choć niewiele o nim wie, nawet go lubi.
-Ethnenn - przypadkowo napotkana samica, z którą co prawda zdołał zamienić jedynie kilka zdań, lecz mimo to zdążył już ją polubić. Rozmowa z nią zdecydowanie pomogła mu odpędzić złe myśli.
- Lokatt - jest jej wdzięczny za przyjęcie do swego stada. Szanują ją jako swoją alfę i jest wobec niej lojalny.
- Sura - przypadkowo spotkana nad jeziorem samica, którą zdążył nawet polubić. Pokazała mu góry i podzieliła się kilkoma ciekawymi informacjami. Wydaje się być całkiem miła.
- Thaisis - członkini Cieni oraz, o czym dowiedział się dopiero niedawno - jego siostra. Choć Keiranowi wciąż trudno oswoić się z myślą, że rzeczywiście spotkał swoich krewnych, samicę darzy jak najbardziej ciepłymi uczuciami. Keiran dąży do odbudowania na nowo więzi, jak podobno niegdyś łączyła tę dwójkę, kiedy jeszcze byli szczeniętami.
- Zapomniana Melodia - była pierwszym wilkiem, jakiego spotkał w Konkordii. Podróżowali razem póki oboje nie dołączyli do watahy Cieni. Wspomina ją jako swą przyjaciółkę, może nawet i więcej. Jej śmierć była dla niego poważnym ciosem.
Neutralne
- Evrett - samiec poznany przypadkowo na łące. Zamienił z nim jedynie kilka słów, więc nie łączy ich nic szczególnego.
- Izuki - członek jego stada, Keiran nie miał jeszcze okazji bliżej go poznać.
- Konwaliowy Sen - młoda członkini jego stada, nie miał jeszcze okazji jej bliżej poznać.
- Naerys - zdecydowanie przypadła mu do gustu postawa młodej samicy, tak podobna do jego własnej. Jednakże nie miał okazji bliżej jej poznać.
- Resef - nie jest pewien, co o nim myśleć. Szanuje jego wiedzę o ziołach, lecz do tej pory miał okazję jedynie zamienić z nim kilka słów.
-River - jeden z wilków napotkanych nad jeziorem. Złocisty sam nie wie, co o nim myśleć. Samiec wydawał się dziwnie niepewny i wycofany, z jakiegoś powodu spięty. Oddalił się wyjątkowo szybko od pretekstem znalezienia czegoś do jedzenia. Choć burczący brzuch świadczył dobitnie o tym, że mógł mówić prawdę, Keiran nie potrafi odrzucić od siebie myśli, że może przypadkowo zraził samca do siebie.
- Shinobi-katana - zamienił z nią jedynie kilka słów i nie zna zbyt dobrze, lecz szanuje i darzy niejako sympatią jako członka Cieni.
- Ve'nevri - nie wie, co o niej myśleć. Odkrycie, że zielarka jest w rzeczywistości jego matką zrodziło więcej wątpliwości niż cokolwiek wyjaśniło. Wciąż nie do końca rozumie, dlaczego zdecydowała się na jego porzucenie, zamiast uciec wraz ze szczeniętami z dala od ich okrutnego ojca. Nie żywi wobec niej urazy - stara się ją zrozumieć, jednakże nie jest to dla niego łatwe.
Vune i Kune - nie zna ich za dobrze, lecz szanuje. Nawet, jeżeli Kune według niego jest stanowczo zbyt porywczy.
Negatywne
-
-

Początkowe rozdysponowanie statystyk (25 - dorosły, 15 - szczenię):
Atak: 20
Zręczność: 5
Magia: 0
Ostatnio zmieniony poniedziałek 07 sie 2017, 11:24 przez Keiran, łącznie zmieniany 14 razy.

Keiran

#2
Statystyki postaci:
Atak: 25
Zręczność: 15
Magia: 0

Posiadane umiejętności: Wściekłość (Atak), Poświęcenie (Atak)

Wykonane zadania:
Świeża krew - 4.03.16 - 10 PD - link
Coś na ząb (młodociany jeleń) - 8.04.16 - 24 PD - link
Event "Vis Pacem, Para Bellum" - 13.05.16 - 55 PD - link
Spotkanie po latach - 10.08.17 - 15 PD - link
Samozwańczy medyk - 10.08.17 - 10 PD - link

Suma punktów doświadczenia:
114 (poziom 1)

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron