Płomień

#1
Shevayal
Płomień, Mieszaniec, Odmieniec, Sługa Surkh'a

Wiek
3 lata




Wygląd

Z mizernego, wychudzonego i poobijanego szczenięcia wyrósł na okazałego, niebrzydkiego młodzieńca. Co prawda, wciąż w jego budowie można się dopatrzeć cech charakterystycznych dla niego w dzieciństwie – zgrabna sylwetka, przydługie łapy, jednak w ostatnim czasie uwidoczniły się inne szczegóły, wcześniej niemalże niedostrzegalne. Ruda kita została obdarowana zdecydowanie dłuższym włosiem niż u przeciętnego wilka, niewiele jej brakuje, by mogła ciągnąć się po ziemi i zamiatać leżące na niej liście. Dodatkowo uszy Shevayala nie należą do typowych, odznaczają się odrobinę większymi rozmiarami oraz bardziej spiczastymi zakończeniami. Do innych dziwów w wyglądzie tego basiora można zaliczyć bystre, badawcze spojrzenie dwojga srebrzystych, migoczących, połyskujących, zdawać, by się mogło, że świecących własnym blaskiem ślepi. Nietypowość tej persony podkreśla rzadkie, lecz aksamitnie gładkie futro barwy języków ognia, rozszalałych płomieni pochłaniających wszystko, co na swej drodze zastaną. Gęstsza sierść na karku skrywa w swych odmętach blizny przypominające swoim ułożeniem zaciśnięte, wilcze szczęki. Warto również dodać, że jest mniejszy od męskich przedstawicieli najpopularniejszej odmiany wilków, gdyż on sam urodził się w krainie współdzielonej z ludźmi, lecz do najmniejszych nie należy. Znacznie przewyższa swoim wzrostem samice.
Pod aksamitnym futrem widać zarys mięśni - efekt wielu treningów odbytych po opuszczeniu domu.



Charakter

Shevayal: Zagubiony, zagmatwany, poplątany, podarty, wymaga naprawy. Często zanurza się w nicość, odcina się od świata rzeczywistego i zostaje zamknięty w odmętach swojego spaczonego umysłu, w którym przeżywa katusze. Ze względu na swą historię Shevayalowi towarzyszy poczucie bycia gorszym. Przeszłość jest jego największą słabością, wrogiem. Nigdy nie przyjmuje biernie zła, którego doświadcza, nie zgadza się na żywot wypełniony cierpieniem, robi wszystko, by to zmienić. Jest swego rodzaju buntownikiem, w sytuacjach kryzysowych staje się porywczy, gwałtowny, narwany, można rzec - w gorącej wodzie kąpany. Nie boi się wtedy o swoje zdrowie i życie, nie poddaje się do samego końca. Należy do osobników wytrwałych i walecznych. Cechuje go lojalność wobec bliskich mu wilków. Jest świetnym obserwatorem, dostrzega szczegóły niewidzialne dla innych. Potrafi z sygnałów niewerbalnych, mowy ciała oraz zmieniającej się aury w jego otoczeniu wyczuć stan persony, z którą przebywa. Rudy jest również wyczulony na zjawiska paranormalne. Bliskość stworzeń obdarzonych umiejętnościami związanymi z magią wywołują w jego ciele lekkie drżenie, a on sam interesuje się nimi bardziej. Co więcej, został obdarzony wyjątkową intuicją, dającą mu możliwość przewidzenia kolejnych ruchów przeciwnika na podstawie najdrobniejszych drgań jego mięśni, przybranej pozycji oraz wykonywanych kroków. Nie stara się ukrywać swoich emocji, często jak na tacy widać jego humor, a nawet można go poczuć, gdyż przez miesiące milczenia aura otulająca ciało Płomyka wzmocniła się, ukazując stan właściciela i niejako przekazując go innym, dzieląc się przeżywanymi przez niego emocjami. Należy do świetnych słuchaczy. Nigdy nie ocenia nikogo z góry, na podstawie wyglądu czy pierwszego wrażenia, gdyż to potrafi być mylące. Daje sobie trochę czasu na wydanie sądu, ale niesamowicie szybko potrafi pozytywną opinię zmienić na negatywną. Nie wierzy w obdarowywanie kogokolwiek drugą szansą, według niego jest to bezcelowe. Ze względu na przeżyte doświadczenia jego psychika wzmocniła się, stała się niesamowicie silna. Ułomności fizyczne nadrabia hartem ducha, co nieraz bywa mocniejszą bronią niż kły i pazury. Mimo swej nieprzyjemnej przeszłości nie jest aspołeczny, jednak również nie lgnie za wszelką cenę do innych. Nie jest skory do pomocy każdemu, skupia się na sobie oraz bliskich. Wobec nieznajomych zachowuje dystans.

Surkh: Cechuje się rządzą władzy, pazernością, pragnieniem posiadania jak najwięcej. Dumny, pyszny i samolubny. Należy do jaźni niezwykle prawdomównych i krytycznych, nigdy nie owija w bawełnę, a surowo ocenia poczynania Shevayala oraz spotykanych przez niego osobników. Nie ma zahamowani, jeśli chodzi o wyrażanie swoich opinii, zwłaszcza tych nieprzyjemnych, tudzież raniących. Nie szanuje istot żywych, traktuje je z pogardą i wyższością. Jeśli wyznaczy sobie jakiś cel – potrafi dążyć do niego po trupach. Nigdy nie zwrócił się do nikogo z szacunkiem czy chociaż bez negatywnej, nieprzyjemnej nutki w głosie. Kocha rozlew krwi, powoli krzepnącą, wściekle bordową posokę, jej widok, zapach i smak. Mimo wszystkich przykrości, które zwykł sprawiać na prawo i lewo, pragnie być ubóstwiany, kochany, wielbiony, pozdrawiany i dopieszczany. Docenia to, ale nigdy nie dziękuje – uważa, iż mu się to należy.

Z biegiem czasu ich jaźnie przeplotły się, pomieszały, połączyły. Stały się niejako jednością. Zaczęli ze sobą współpracować, choć nieraz dochodzi pomiędzy nimi do zgrzytów. Nigdy nie można mieć pewności czy ciałem w większej części włada bożek, czy jego sługa. Nawet Płomień już tego nie rozróżnia...



Historia

Młoda, niespełna dwuletnia wilczyca nosząca miano Akivasha postanowiła opuścić swe rodzinne strony w celu zwiedzenia innych krain, poszerzenia swoich horyzontów, poszukiwania przygód, poznania kilku pysków i zdobycia nowych doświadczeń. Można powiedzieć, że najzwyklej w świecie znudziła się swoim domem oraz zwyczajami tam panującymi i nie patrząc na nikogo, nie przejmując się żadnymi opiniami wyruszyła przed siebie. Przez pierwsze tygodnie wszystko układało się po jej myśli, bowiem wadera została zapoznana przez bardziej doświadczonych osobników z podstawowymi tajnikami samotnego przetrwania w dziczy. Możliwe, że ten stan rzeczy trwałby znacznie dłużej, gdyby nie fakt, że brązowo-ruda wysunęła się za bardzo na wschód, nieświadomie przekraczając ziemie należące do ludzi. Dwunodzy uważnie obserwowali przybłędę z oddali, by wreszcie pewnej nocy, gdy ta skryła umęczone ślepia pod powiekami i oddała się w objęcia Morfeusza, schwytać ją, zamknąć w klatce i wywieźć daleko. Jak się okazało, trafiła do zaniedbanego budynku, w którym rozgrywały się walki psów na śmierć i życie, a ona miała odgrywać rolę maszyny rozrodczej, dodając szczeniętom dawkę wilczej siły. Niestety, „właściciele” nie byli w stanie opanować jej temperamentu, woli przetrwania i zachowania honoru, Akivasha nie dopuściła do siebie żadnego z wojowników. Z biegiem czasu poznała pewnego osobnika, do którego niesamowicie się zbliżyła. Połączyła ich drzemiąca w nich dzikość, nawiązała się między nimi nić porozumienia. Nie był on kolejnym zwykłym kundlem, w jego żyłach nie płynęła jedynie psia krew, przeplatała się z wilczą. Pozwoliła mu się nawet posiąść, co w przyszłości miało zaowocować kilkoma pociechami. Nie dane jej jednak było doświadczyć szczęścia związanego z posiadaniem i wychowywaniem potomstwa. Pewnej nocy obudziło ją szarpanie, krępowanie łap i pyska, to samo chciano uczynić z półwilkiem, by móc w spokoju ich od siebie rozdzielić. Samiec wykazał się trzeźwością umysłu i nim spętali jego kończyny rzucił się do gardeł swych oprawców, lecz było ich zbyt wielu, losy pary były niemalże przesądzone. Wtem grasująca na zewnątrz burza zesłała na starą, brzydką budowlę pojedynczy, zabłąkany grom. Wnętrze zaczęło powoli wypełniać się duszącym, czarnym dymem, a temperatura wzrastała, przybierając w krótkim czasie piekielne wartości, zmuszająca wszystkich do opuszczenia tego miejsca. Przerażeni ludzie puścili łańcuchy i wybiegli pragnąc uratować marne, nic niewarte żywoty. Wilczycy udało się wyswobodzić z potrzasku, lecz w całym tym chaosie nie odnalazła swego ukochanego. Ruszyła przed siebie, pozwoliła prowadzić się swoim łapom i instynktowi, któremu ostatecznie udało się doprowadzić swą właścicielkę do domu. Wycieńczoną, brudną i zmarnowaną zajęli się pozostali członkowie watahy. Po dojściu do siebie opowiedziała wszystkim, co wydarzyło się w jej życiu. Historia ta nie spodobała się Szamanowi, niezwykle szanowanemu i doświadczonemu basiorowi, z którego opinią liczyli się wszyscy, nawet wilk najwyżej stojący w hierarchii. Uzdrowiciel przeklął waderę, nasyłając na nią tylko znanego mu ducha, głos, strzygę zamykając ją w jej umyśle oraz nakazał podwładnym zaprzestania szanowania i wspomagania nawiedzonej. Od tej pory Akivasha dzień w dzień musiała zmagać się z wyzwiskami, obelgami, bluzgami, szyderczymi wypowiedziami oraz z widmem szalejącym w swojej głowie. W końcu na świat przyszedł z góry znienawidzony przez nią syn, ognisty jak płomienie, które niegdyś rozdzieliły ją z jej partnerem oraz o oczach złocistych jak te należące do ukochanego przez nią wojownika. Szczeniaka również nie oszczędzano pod względem przykrości, bywał nawet gorzej traktowany od wilczycy. Musiał walczyć o swoje, wielokrotnie staczał wojaczki z rówieśnikami, a także starszymi członkami swojej grupy. Nie doświadczył zaszczytu rytualnego przyznania imienia, nie traktowano go choćby w połowie tak, jak inne, całkowicie wilcze szczenięta. Po kilku miesiącach od porodu strzyga zamieszkująca umysł Akivashy rozgościła się na dobre, stała się bezczelna, nieposłuszna, dręczyła swoją gospodynię, nie dawała jej choć w części normalnie funkcjonować. Nie mogąc znieść tych cierpień, udała się do Szamana błagając o przebaczenie i zdjęcie klątwy. Ten przyznał, że nie może ona tak po prostu zniknąć, należy ją przekazać komuś innemu i od razu zaproponował rudego podrostka. Bez wahania zgodziła się na wszystko, byle tylko pozbyć się niechcianego lokatora. Pędem pobiegła po swojego syna, wyrwała go z łap kolejnych dręczycieli i zaniosła przed legowisko Wiedzącego. Czekał na nią. Wbiwszy swe umęczone, na wpół ślepe oczy w bogu ducha winne szczenię, ukazał pożółkłe kły, a następnie rozwarł szczęki.

Nie jesteś tu mile widziany. Nikt Cię tu nie chce. Kim Ty jesteś? Dla nas nikim. Jesteś śmieciem, godnym pożałowania pasożytem. Robalem zasługującym tylko na rozdeptanie i wtarcie w ziemie. Nie należysz do nas, nigdy nie będziesz mógł się z nami równać. Nie powinno Cię tu być. Nie powinieneś przyjść na świat. Wracaj skąd przybyłeś.

Wychrypiawszy te słowa, uniósł swój pysk ku niebu i wyszeptał krótką formułkę. Młokos poczuł dziwną moc starającą wedrzeć się do jego wnętrza, zawładnąć nim. Bał się, próbował z tym walczyć, ale nie potrafił się obronić, nie wiedział przed czym się bronić. Czary odbierały mu siłę, wysysały z niego chęć działania. Niegdyś złote ślepia zaczęły zmieniać swój odcień, słoneczny blask niknął, bladł, aż doszczętnie został pochłonięty, pozostawiając soczewkom smutną barwę szarości. Gdy to nastąpiło, szczenię upadło wykończone, a wiekowy basior kazał Akivashy wynieść go daleko poza ich tereny i pozostawić na pożarcie jakimś padlinożercom. Ta posłusznie wykonała jego polecenie i bez cienia żalu powróciła do swojej nory, rzucając się w wir życia codziennego, pozbawionego już przykrości.



***

Szczenię ocknęło się po jakimś czasie i przerażone, zagubione poczęło poruszać się przed siebie. Nie mogło odnaleźć w swym umyśle żadnych wspomnień, przypominał on czystą, niezapisaną kartkę. Dodatkowo, jego struny głosowe odmawiały posłuszeństwa, pysk nie potrafił uformować żadnego ze słów. Płomyk miał szczęście – mimo wycieńczenia udało mu się dotrzeć do jeziora, przy którym mógł odpocząć, a dodatkowo odnalazł go Wojownik należący do watahy Wędrowców. Zaopiekował się nim razem ze swą partnerką Voulke, wspólnie nadali mu imię Shevayal i zdecydowali, że najlepszym rozwiązaniem będzie pozostawienie znajdy z przybranym ojcem, wśród wilków zamieszkujących dżunglę, pustynię i sawanny.


***


Pierwsze dwa miesiące życia w nowym domu przebiegły bez zarzutów – nowy członek rodziny dostarczył wiele radości drobnej Wieszczce, lecz z dnia na dzień jego relacje z przyszywanym ojcem pogarszały się. Coraz bardziej przywiązany do Voulke samczyk wyczuwał w nim ogromne pokłady negatywnej energii, złości, nienawiści. Widział również jak przedmiotowo traktował on swą partnerkę, czego podrostek nie popierał i tępił. Młodzieńcze serduszko ugodziła szpilka nienawiści, zanurzająca się głębiej z każdą chwilą przebytą w towarzystwie Niszczyciela. Pewnego dnia pomiędzy Białą a Czarnookim doszło do kłótni, po której przyszywana matka została potraktowana jak intruz (pochodziła bowiem z innej watahy) i przegnana. Szczenię próbowało pobiec za nią, jednak samiec stanął mu na drodze, a następnie wypowiedział pamiętne słowa.

Nie waż się iść za nią. Jeśli ośmielisz się udać na jej poszukiwania, ja znajdę tę sukę pierwszy i zabiję ją.

Szpilka tkwiąca w sercu przebiła je na wylot, pozostawiając ogromny, parzący ubytek, którego nie sposób było wypełnić. Ani teraz, ani w przyszłości. Wtedy również w Płomyku coś pękło, coś rozmyło się w pył, uwalniając w spokojnym dotąd szczenięciu ogromne pokłady nienawiści, złości. Wściekły na okropnego, potwornego, parszywego wojownika rzucił się nań z kłami, nie ważąc na dzielącą ich przepaść w doświadczeniu bojowym. Jak można było się spodziewać, Rudzielec został bardzo poturbowany przez nieznającego litości gbura, lecz i mu udało się nieco uszkodzić przeciwnika. Medyczka, jakby coś wyczuwając, przybyła wkrótce ponownie do groty partnera, szybko udzielając pomocy wijącemu się w bólu synowi. Mieszaniec pragnął przekazać jej słowa usłyszane od Burego, lecz nie będąc w stanie wypowiedzieć ni jednego słowa, poddał się. Kilka miesięcy po tym wydarzeniu opuścił „rodzinna” norę.
Gdy tylko nadarzyła się okazja, niespełna roczny podrostek spotykał się z waderką. Jedno z ich wspólnych polowań szczególnie zapadało mu w pamięć – samica ukazała swój talent, obwieszczając obcym głosem przykrą przyszłość.

Jesteś tak samo przeklęty jak ona. Ale może Tobie uda się przeżyć.

Voulke nie pamiętała tej przepowiedni. Shevayal nawet nie próbował jej o niej wspominać. Wkrótce zniknęła, pozostawiając go samego, a on zatracony w wirze codziennego, dorosłego życia, nie odczuł braku matki. Spotkał natomiast wilczycę o kobaltowych ślepiach, od której poznał wiele szczegółów na temat swej przeszłości. Okazało się, że Rhiamon, bo takie nosiła miano, należała do tej samej watahy, co Mieszaniec, jeszcze przed przekroczeniem granic krainy, którą opiekował się Jesion. Te informacje stanowiły dla niego niemały szok, napięły delikatne nitki nerwów do granic możliwości, wzbudziły wstręt do tego, kim jest. Z biegiem czasu przyzwyczaił się do niemiłych wydarzeń mających miejsce w zamierzchłych czasach, ale niesmak pozostał, utwierdzając go w przekonaniu, że nigdy nie będzie normalny, równy pozostałym.
Drogi Vouellye i Shevayala skrzyżowały się jeszcze raz lub dwa, by następnie rozejść na wieki. Pozostając wiele dni, tygodni, miesięcy bez żadnej oznaki życia ze strony Wieszczki, postradał zmysły. Czuł, że mogło stać się z nią coś niedobrego, wiedział, iż groziło jej niebezpieczeństwo ze strony najbliższego basiora. Zaczął panikować, wariować, przeszukiwać ziemie należące do jego stada. Wtem go oświeciło.

Jeśli kiedykolwiek będziesz potrzebował się ze mną spotkać, udaj się po śladach do Jesionu. Wszystkie drogi prowadzą do niego. Na pewno sobie poradzisz.

Ciepły głos rozbrzmiał w skażonym umyśle, otulając ciepłymi mackami poranioną jaźń. Skierował swe kroki wprost ku Osi świata, nie zatrzymując się ni na chwilę. Pech chciał, że dotarłszy pod Yggdrasil młodzieniec przerwał odbywające się tam spotkanie innej watahy. Oniemiał, gdy jego oczom ukazała się mierna, bezimienna mogiła. Coś w nim pękło. Przerażony, rozzłoszczony, zdewastowany psychicznie począł wrzeszczeć w niebogłosy, nie reagując na otaczające go osobniki. Uspokoiwszy się nieco, szczątkowo wysłuchał alfę opiekunów drzewa, po czym zadał niemo, acz dosadnie pytanie, którego odpowiedź miała zadecydować o jego dalszych losach. Kto leży w tym grobie?

Nie znam persony pochowanej w tym miejscu.

Odparła zielonooka przywódczyni, spokojnie, licząc się z każdym słowem. Nie wiedział, co zrobić, niepewność, nieznajomość tego faktu nie dawała mu spokoju. Nie potrafił się pozbierać, czym prędzej uciekł w góry i padł na ziemię, zanurzając się w chłodnym puchu. Nie zdawał sobie sprawy, ile czasu spędził w takiej pozycji, przestał odczuwać dyskomfort spowodowany chłodem. Z martwoty wyrwał go nieznajomy głos. Mowa należała do ducha szczenięcia, które niegdyś zmarło z powodu choroby. Zjawa udzieliła Płomykowi odpowiedzi na targające jego duszę pytania, rozwiewając cały skumulowany gniew i zaniepokojenie. Rozluźniony, zmęczony po kilku dniach ciągłego stresu, począł zasypiać, odpływać… Z każdą sekundą zanurzał się w coraz cieplejszych ramionach, oddając się im całkowicie, powoli oddalając od tego, co złe. Odbijający się od ścian czaszki cichy chichot prędko przerodził się w głośny śmiech, by następnie przybrać charakter złowrogiego rechotu, charczenia.

WYGRAŁEM!

Zdziwiony, że nikt z nim nie walczy, zdenerwował się. Od niechcenia omiótł ślepiami zanikającą jaźń swojego gospodarza, rzucając jej zniechęcone spojrzenie. Nienawidził słabości.

Obudź się, wstań i opuść to miejsce.

Wymówił od niechcenia, a Rudzielec poczuwszy nagły zastrzyk energii, posłusznie wykonał polecenie. Nie było mu dane długo zastanawiać się nad przyczynami takiego biegu zdarzeń, ponieważ wkrótce po jego powrocie rozpoczęła się wojna pomiędzy Wędrowcami a Hordą z Klifów. Dzięki przemyślanej strategii i sojuszowi zawartemu z wilkami zamieszkującymi zamek, udało im się odeprzeć agresora. Obrońcy nie dane było rozkoszować się smakiem zwycięstwa, gdyż krótko po zakończeniu rozlewu krwi Surkh zmusił go do opuszczenia dotychczasowego domu, nie tłumacząc niczego.

Po pewnym czasie dotarł tutaj.


***


Korzenie Surkh’a: W wyniku dziwnych marzeń i ambicji szamana z watahy, która była domem, miejscem urodzenia Shevayala, nasłał na matkę rudzielca, a następnie na niego samego klątwę - w ich głowie pojawiła się druga jaźń, nieposkromiona, diaboliczna, paskudna. Staruszek nie wiedział, co takiego zamknął w czaszkach swych ofiar, a był to bóg krwi, niegdyś wyznawany przez nękające Wędrowców szakale. Po tym, jak te zostały przegnane, utraciły wiarę w swojego Gu, przez co pozostał sam, bardzo osłabiony. Nie mógł powrócić na nieboskłon od razu, brakowało mu sił, by ponownie zasiąść wśród swych długowiecznych znajomych. Podróżował więc po świecie śmiertelników, poszukując kolejnej okazji na pozyskanie popleczników. Pech chciał, że znalazł się na tyle blisko nietypowego rytuału wykonywanego przez kierowanego nienawiścią wilka, co sprawiło, iż został przez niego pojmany, pochłonięty. Niezwykle mu się to nie podobało, w kilka tygodni doprowadził do szału pierwszą gospodynię, która chwilę potem błagała czarownika o przebaczenie oraz oswobodzenie od diabelnego głosu, nękającego ją o każdej porze, każdego dnia. Ten osadził więźnia w umyśle niewinnego szczenięcia, odrzuconego przez najbliższych ze względu na swój nietypowy wygląd odziedziczony po psim przodku. Wiele miesięcy próbował złamać, przegryźć kraty oddzielające go od kruchej świadomości mieszańca, jednak okazał się, iż ze względu na swoją przeszłość, podrostek jest niezwykle silny psychicznie i skutecznie chroni myśli przed nieczystymi siłami. Bóg przebił dzielący ich mur dopiero w momencie krytycznym dla przeklętego – gdy umierał z wychłodzenia w mroźnym Górnym Dionie. Wówczas uratował konającego obrońcę, oczekując w zamian dozgonnego uwielbienia, bezwzględnego posłuszeństwa oraz zaufania.


Kariera
Samotny wilk > członek Iskier > członek Przebłysku Jutra (szpieg) > Zwiadowca Przebłysku Jutra (szpieg)



Rodzina

Jego biologiczna matka, pełnej krwi wilczyca o ognistym futrze i soczyście zielonych ślepiach, nosiła miano Akivasha, a ojciec, ciemnofutry mieszaniec wyróżniający się złocistymi soczewkami, zwał się Andustar. Płomień został wychowany przez Voulke oraz Reevera, którzy powiększyli swą rodzinę o trzy szczenięta, obdarowując Shevayala przyszywanym rodzeństwem - Sentrosi, Reechanim, Vasiją.







Relacje
Pozytywne
- Revirell - przyszywana babcia. To ona zaszczepiła w szczenięciu brak wstrętu do krwi i wnętrzności. Ale czy to dobrze...?
- Rhiamon - wilczyca, która pozwoliła mu poznać historię jego życia przed pojawieniem się Surkh'a, który odebrał mu pamięć

Neutralne
- Sharan - walczyli ramię w ramię podczas wojny, nie znają swoich imion.
- Malakai - jw.
- Lotar - przywódca w jego dawnej watasze, razem stanęli do walki z Hordą. Znają się z widzenia oraz imion, lecz nie łączy ich żadna zażyłość. Stosunki stricte zawodowe.

Negatywne
-

Początkowe rozdysponowanie statystyk (25 - dorosły, 15 - szczenię):
Atak: 10
Zręczność: 15
Magia: 0

Gwiezdna Burza

#2
Statystyki postaci:
Atak: 15
Zręczność: 25
Magia: 0

Posiadane umiejętności: Krwawienie (Zręczność), Podwójny cios (Zręczność)

Wykonane zadania:
Coś na ząb (nornica) - 22.10.15 - 15 PD - link
Świeża Krew - 03.01.16 - 10 PD - link
Event "Równowaga mocy" - 4.03.16 - 50 PD - link
Coś na ząb (perlica) - 28.03.16 - 20 PD - link
Zbieracz - 29.03.16 - 10 PD - link
Event "Klątwa" - 30.04.16 - 15 PD - link
Pomocna dłoń - 02.05.16 - 15 PD - link
Coś na ząb (zając) - 14.05.16 - 15 PD - link

Suma punktów doświadczenia:
150 (poziom 1)

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości

cron