Uranos

#1
Uranos

Wiek
5 miesięcy



Wygląd

Gdyby jakiś wilk zdecydował się rozpocząć zawody w rośnięciu szczeniaków na szybkość Uranos z pewnością by wygrał, mimo tego iż jego okres dojrzewania nawet nie przemierzył połowy drogi do osiągnięcia rozmiarów właściwym dorosłym basiorom. Jego ciało prawie od początku żywota zapragnęło rozwijać się, rosnąć i wydłużać. Z tych właśnie powodów zdrowo połyskująca, czekoladowa sierść na spółkę ze skórą i mięśniami opinały niestrudzenie coraz to dłuższe patykowate kończyny, pokaźny brzuch oraz żyrafią szyję. Głowa osadzona na tym wyniosłym patyku wydawała się mieć zdolność obrotów o sto osiemdziesiąt stopni w każdą stronę, a czerwone ślepia słodkością połączoną z zaciekawieniem rozbrajały najostrzejszych wojowników. Każde z uszu o nietoperzej wielkości kłapały z zaciekawieniem na dźwięk, którego niewielki mózg nie słyszał wcześniej, a łapy same wiodły w nieodkryte wcześniej miejsca. Całą tą otoczkę psuło brzuszysko. Och prawdą było iż dla Uranosa nie miała miejsca bardziej szczera miłość niż ta do jedzenia, a okazywał ją non stop w dużych ilościach. Nie stanowiło to jakiejś specjalnie dziwnej sprawy w przypadku zwykłego szczeniaka, wiadomo przecież że młodzież od czasu do czasu musi porządnie zjeść. Jednak połączenie dużego apetytu z ogólną wiotkością pozostałych organów oraz kończyn prócz, oczywiście żołądka dawało obraz lekko komiczny i rozczulający.



Charakter

Bardziej plastycznego charakteru świat dotąd nie widział. Uranos nie cieszył się bliskością swojej rodziny wystarczająco długo by móc zaczerpnąć od nich odpowiednich nauk, bądź wysnuć wnioski na przyszłość z własnego postępowania. Żyje z dnia na dzień i stara się postępować tak jak podpowiada mu jego własna świadomość dziecka, a przecież wiadomo iż bez odpowiedniego nakierowania nie zostanie ona w pełni rozwinięta. Jest odrobinę nieśmiały, ale tylko przy osobnikach, których nie zna. Mimo szczenięcego wieku nie jest głupi i rozumie, że zaufaniem nie należy szastać na prawo i lewo. Świadomy jest także swojej odmienności fizycznej. Podczas kiedy jego pozostali rówieśnicy mają ciało zbite w puszystą kulkę futra, stabilnie spoczywającą na czterech tłuściutkich łapach on ma obowiązek ślizgać się po lesie na czterech szczudłach, które Stworzycielka Wierzba wydawała się przez pomyłkę dać jemu zamiast żyrafie.
Właśnie, Stworzycielce Wierzbie również należy poświęcić co najmniej jeden akapit. Jakkolwiek można to określić, wataha w której swoje pierwsze kroki stawiał Uranos obdarzała wyjątkową czcią pewne drzewo rosnące prawie idealnie na środku zdobytych przez nich terenów. To do niej zwracali się wojownicy przed ciężką walką, albo pary wilków prosząc o zdrowe potomstwo. Według mamusi i tatusia, w taki też sposób na świat przyszedł sam Uranos. No i jeszcze piątka jego rodzeństwa, ale utrzymujmy, że rzeczywiście był wyjątkowy. Po wydarzeniach, które nie pozwoliły mu wrócić do rodzinnych stron nie miał już okazji by złożyć myszkę na ołtarzu czci, bądź poświęcić kilka chwil na zadumę wsłuchując się w szum jej spokojnych warkoczy liści. Wspomnienia o Wierzbie stanowiły dla Uranosa jeden z ostatnich zalążków pamięci o domu, a niestrudzenie z jakim poszukiwał podobnych do niej drzew i spędzał chwilę na kulturalnym sławieniu bogini było naprawdę godne podziwu.
Tak więc można określić młodego basiora jako pełnego szacunku dla swojej religii, a także nieśmiałego. Jedną z ważniejszych cech jego charakteru wpoiła mu również babka ze strony matki. Stara Miri lubiła sobie pogadać, a jej ulubiony wnuczek był prawdopodobnie jedynym z rodziny, który zwracał uwagę na obfitujące w barwne opisy baśnie nierzadko traktujące o niesamowitych dokonaniach jego przodków. Zastępowi wojowników Edwina udało się zabić niedźwiedzia? Nie! Ogromną bestię o gigantycznych szponach zrobionych z kamienia, którą Edwin pokonał w pojedynkę tylko przy pomocy własnego ogona! Bo przecież dwie przednie łapy mu odgryzła. (Spokojnie, dożył spokojnej starości, a Miri jak zwykle przesadzała. Po pierwsze nie był sam, a po drugie to były tylnie łapy.) Zatem zgodne należy stwierdzić iż szczeniak zafascynowany pogadankami ma w zwyczaju wyolbrzymiać sytuacje, niekoniecznie na jego korzyść. Z drugiej strony wyobraźnia może zaprowadzić cię wszędzie gdzie zapragniesz, a już trzeźwe myślenie jedynie tam gdzie możesz.



Historia

Dawno, dawno temu, za górami i za lasami, z dala od tej dziwacznej krainy w której teraz znajduje się Uranos jest miejsce, które kiedyś nazywał domem. Urokliwe obszar przepełniony bujną roślinnością, wartko płynącymi potokami oraz obfitującymi w zwierzęta zagajnikami. Właśnie w jednym z nich, jak również na terenach położonych w pobliżu swoją władzę roztaczała wataha z której pochodził młody. Wilki te żyły skromnie, starając się nie wchodzić w drogę sąsiadom, a otaczającą ich przyrodę traktować z należytym szacunkiem. Na wasze szczęście nie będziecie musieli wczytywać się w kronikę jej powstawania, ani nużące opisy kolejnych wodzów kręgu starszyzny. Nie. Historia, która nas interesuje miała miejsce naprawdę niedawno, a zaczęła się od błahostki. Co inteligentniejsi domyślą się, że nie zależnie czy ma to doby, czy zły oddźwięk: niewielka kropla może błyskawicznie przekształcić się w wodospad wydarzeń.

Uranos drobi łapami w miejscu niespuszczając wzroku z ofiary. Czujnym wzrokiem dostrzega jej zarys, teraz osłonięty przez liście krzaków, w którym on sam się ukrywa od dłuższego czasu. Jest już tak blisko swojego celu, nie powinien dłużej zwlekać... Łaaaa! Z głośnym wrzaskiem szczeniak atakuje spoczywającego na jednej ze stokrotek motyla który, jak przystało na godnego przeciwnika, natychmiast odlatuje zręcznie unikając „śmiertelnego ciosu”. Na Uranosie nie robi to większej różnicy. Jak nie ten to następny i już ma wracać do kryjówki kiedy to przeciągłe szczeknięcie zwiastuje powrót jego matki. Nie znajdowali się na głównych terenach watahy. Podczas gdy pozostali polowali, on jako jeden ze starszych przejął obowiązek opieki nad braćmi, siostrami, kuzynami i pozostałą rodziną. Oczywiście wraz z nimi na kwiecistej polance pozostały miłe ciocie, a co najważniejsze jego mama. Właśnie przed chwilą musiała na chwilę ich zostawić by odebrać niewielką część złowionych posiłków. Jakoś musieli je w końcu przetransportować do domu, a na tyle wilków potrzebowali dużo mięsa. On potrzebował dużo mięska. Radośnie przyglądał się mamusi, która skąpana w blasku słońca niczym wysłannik Ich Pani Wierzby w pysku niosła spory, jak na jego gust, kawałek udźca. Nieważne, że Lora była trochę brudnawa, a jej ciemna sierść o odcieniu kropka w kropkę pokrywającym się z futrem jej syna wcale nie mieniła się aż takim blaskiem. Dla niego była idealna, zwłaszcza że właśnie przyniosła obiadek. Skrzętnie zlizał ślinę, która na sam ten zapach zaczęła spływać po jego mordce i wesoło zamachał ogonem.
Mama tylko się uśmiechnęła i zaraz zaczęła tłumaczyć mu co się teraz stanie. Jak się okazało właśnie jemu: Uranosowi, synowi naczelnego zwiadowcy – Sjena powierzono niesamowicie ważną misję...



***


Uranos taszczył udziec już od dłuższego czasu, a wędrówkę dodatkowo utrudniało mu ciągłe pilnowanie by przez przypadek nie wytarzać mięsiwa w ziemi, co z pewnością dodałoby mu nie do końca lubianej przez wszystkie wilki nutki trawiastego posmaku. Musiał dzielnie dojść do domu tak jak kazała mu mama i pokazać swoją zdobycz babci. Może nie do końca sam ją złowił, ale na pewno Miri będzie z niego dumna. Chociażby z tego, że nie zjadł jej podczas podróży. Tak zaabsorbowało go to całe wyzwanie, zadanie i ważne rzeczy do których na pewno wybrał go tata bo z pewnością jako jedyny mógł podołać temu, że nawet nie zauważył jak z początku znajomy krajobraz zmienił swoje oblicze na dużo bardziej niegościnne, obce. Wesołe ćwierkania ptaszków uległy głuchej ciszy wysokich pni sosen, a podszycie wcześniej pełne dzikich jagód, teraz znacznie się przerzedziło. Kilka już razy wpadł w podejrzanie miękkie miejsca, gdzie jego nogi choć długie zanurzały się prawie do łydek, a mięsko zażywało wątpliwie zdrowej kąpieli błotnej. Wtedy dopiero uśmiech zszedł mu z pyska. Znalazł suchy skrawek ziemi i ułożył tam swój skarb, po czym uważnie rozglądnął się po okolicy. Okolicy, której w ogóle nie znał. Po chwili panicznego robienia kółek zdał sobie sprawę jak bardzo zgubił drogę. Kilka razy spróbował zawołać rodziców, w nadziei że może chociaż łowcy watahy mogli go usłyszeć i zabrać do domu, ale nic takie się nie stało. Był tutaj sam. Plus oczywiście udziec, ale jak się domyślacie takie myślenie nie wpłynęło zbytnio na poprawę nastroju Uranosa. A jeśli już mowa o udźcu, nie mógł go stracić z oczu! Przecież kiedy w końcu wróci, rodzina będzie oczekiwać zwrotu. Z tym postanowieniem ponownie zmienił kierunek marszu, ale kiedy dochodził już do miejsca gdzie zostawił zdobycz zauważył kogoś jeszcze. Kogoś kto ośmielił się zacząć go jeść! I to przed nim! Już miał rzucić się do walki, już zawyć donośnie kiedy, zapewne instynkt przetrwania, zmusił go do dokładniejszego przyjrzenia się potencjalnemu przeciwnikowi. Wilk. Ogromny i dziki, wyglądał nawet na takiego który nie potrafi mówić w ich języku. Wydawało mu się, że ciało obcego zamiast futra pokrywały blizny o najróżniejszych kształtach i wieku. Jedne całkiem świeże, inne już prawie niewidoczne tylko delikatnie zaczerwienione. Łapy kończyły się ostrymi jak brzytwy pazurami o nieprzyjemnej, żółtej barwie, takiej samej jak gigantyczne kły, właśnie rozdzierające efekt łowów tatusia. Musiał coś zrobić. Serce biło mu tak głośno i szybko, że prawie nie słyszał własnych myśli, a już na pewno słyszał to ten Wilk. Przestał jeść i teraz mierzyli się wzrokiem. Uranos zebrał w sobie wszystkie pokłady siły, zaprzągł do działania odwagę wszystkich jego przodków, tych z kompletem kończyn lub tych wybrakowanych i w końcu udało mu się wydusić cienkim głosikiem jedno, proste zdanie.
- Miałem to zanieść babci.
Wilk rozwarł szczękę z gardłowym śmiechem. Patrzył na niego tylko przez chwilę, po czym wrócił do jedzenia. Zaraz jednak przerwał by podsumować dotychczasowe życie Uranosa.
- To może ją też powinienem zjeść?



***


Nigdy w życiu nie biegł tak szybko i tak długo jak teraz. Po prostu się obrócił i pobiegł. Po wystawieniu języka na zewnątrz, aż do momentu kiedy już go nie czuł zdał sobie sprawę że nikt za nim nie podąża. A on znalazł się tutaj sam. Rozedrgany i głodny. Sam w tym obcym miejscu, bez kogokolwiek i czegokolwiek. Zawiódł, ale nie to zajmowało jego skurczone ze zmęczenia serce. Wiedział, że nie ma z nim jego rodziców, ani babci. Zwłaszcza martwił się o tą ostatnią. Z panicznym strachem próbował pozbyć się wizji babci wytarzanej w błocie, w połowie drogi do środka brzucha tego Wilka. Musiał ich odnaleźć, ale najpierw... Muszę go zabić.


Kariera
Samotny wilk > ...

Rodzina

Matka - Lora
Ojciec - Sjen
Babka - Miri




Relacje
Pozytywne
Sharan - jego opiekunka i najdroższa wadera na świecie. Traktuje ją z ogromnym szacunkiem, zawsze wie że uzyska od niej wsparcie i radę.
Malakai - opiekun Uranosa, jego najwyższy wzór do naśladowania. Szczeniak widzi w nim idealnego basiora, jakim będzie w przyszłości, zależy mu na jego opinii i zawsze stara się podprządkować prośbą bądź rozkazom.
Neutralne
x
Negatywne
x

Początkowe rozdysponowanie statystyk (25 - dorosły, 15 - szczenię):
Atak: 15
Zręczność: 0
Magia: 0
Ostatnio zmieniony czwartek 13 paź 2016, 22:49 przez Uranos, łącznie zmieniany 2 razy.

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości

cron